Szkoła a rzeczywistość

Czy w czasach braku jakiegokolwiek systemu wartości, w okresie ogromnego chaosu po upadku systemu, który pozostawił po sobie zniszczenie i wzajemną wrogość, młodemu człowiekowi można zaproponować jakąś drogę nadziei? Ciągle poszukuję odpowiedzi na to pytanie, prowadząc otwarty dialog z moimi uczniami.

Szkoła, pozostająca zawsze “parafialnym kościołem międzyludzkim”, w którym uczniami i nauczycielami rządzi narzucająca swoje “twarze-maski” wszechwładna Forma, powinna chociaż w niewielkim stopniu przeobrazić się w miejsce autentycznego dialogu, w miejsce wspólnego poszukiwania własnej tożsamości.

Podobnie jak wiele dziedzin współczesnej humanistyki, szkoła jest niemal całkowicie “odczłowieczona”; można ją przedstawić jako pozaczasową i bezosobową strukturę, dla której od istnienia konkretnego człowieka ważniejsze jest poznanie świata. W takiej szkole nie ma miejsca na żywe spotkanie podmiotu-ucznia i podmiotu-nauczyciela; nie ma miejsca na osobowy dialog, w czasie którego rodzą się nieprzewidziane i niepowtarzalne pytania. Centralne dla antropologii chrześcijańskiej pojęcie “osoby” zostało zupełnie zapomniane. A przecież słowo edukować znaczy dosłownie “wyprowadzać na zewnątrz to, co jest jeszcze w zarodku”, czyli kształtować człowieka pełnego, wprowadzać konkretną osobę w świat podstawowych wartości metafizycznych i moralnych.

Zadziwiające, jak ów świat ludzkich wartości, w ciągu dwóch ostatnich stuleci nieustannie przecież negowany, wobec czego Kościół czy szkoła pozostają bezradne, zachowuje swoją żywotność, szczególnie wśród ludzi dotkniętych zbiorowym czy osobistym nieszczęściem. W jakim stopniu szkoła może ukazać rzeczywistą kondycję współczesnego człowieka? Czego może nauczyć nauczyciel w wieku wydziedziczenia; w sytuacji, gdy nie ma żadnego głosu przemawiającego ze wszechświata, żadnego zła ani dobra?

Głód przeżyć metafizycznych (kompensowanych narkomanią, satanistycznymi sektami, neognostycznymi prądami w sztuce i literaturze) potwierdza poczucie rozminięcia się z Bogiem, poczucie ułudy osoby ludzkiej i wszelkich wartości, a nawet podanie w wątpliwość realności istniejących rzeczy. Nawet dobry nauczyciel przestał być autorytetem. Kto dzisiaj przyjmie za swoją regułę słowa świętego Benedykta: “Słuchaj, synu, nauk mistrza i nakłoń ku nim ucho swoje”.

Zdaniem Miłosza, współczesny humanista winien głosić wiarę w świat obiektywny, afirmację bytu, każdego poszczególnego istnienia. Jego głos ma wyrażać zachwyt tajemnicą, esencjonalną rzeczywistością zawartą w rzeczach czy osobach. Sprawdzianem tej rzeczywistości jest Ból samotnego człowieka, który walczy z siłami Natury i Historii. Stąd, w odróżnieniu od credo światopoglądu naukowego (naznaczonego przez biologię), nauczyciel winien pomagać młodemu człowiekowi w poszukiwaniu tożsamości, tak żeby dostrzegł on wyjątkowość, niezwykłość i samotność własnej przeszłości.

Medytacja nad przeszłością, która w metafizycznym czasie dialogu przybliża postacie i sytuacje, pozwala utożsamić się z ludźmi sprzed wielu stuleci, pozwala odkryć jedność ludzkiego gatunku. Dzięki wyobraźni historycznej możemy płynąć pod prąd dziejów cywilizacji, możemy ogarnąć mnogość żywotów ludzkich w ich konkretności. Jedyna naturalna droga paidei prowadzi od współczesności w głąb tradycji, gdyż miłość i śmierć, dobro i zło, “nieustanne pragnienie bogokształtnej strefy” zawsze odnosiły się do człowieka.

“Minimum programowe” z języka polskiego, które mam w całości realizować, nie mówi nic o tradycji nam najbliższej, tradycji Europy Środkowo-Wschodniej.

Klasa dziedzictwa

W latach 80-tych, we Francji, zrodziła się idea “klas europejskiego dziedzictwa” (European heritage classes), która szybko rozprzestrzeniła się w różnych typach szkół Europy Zachodniej. Uczniowie wyruszają na kulturowe szlaki (np. “Celts”, “Cistercians”, “Vikings”, “Lombards”, “Baroque Routes”, “Santiago de Compostella Routes”, “Rural Habitat” czy “Silk Routes”) i, poznając architekturę, etnografię, archeologię, literaturę danego regionu, odkrywają kulturę europejską w jej jedności, a zarazem różnorodności. Jednakże owe podróże nigdy nie objęły swoim zasięgiem tej części Europy, którą zachodnioeuropejczycy zawsze określali jako ubi leones. Dla nas zaś równie dalekie zdają się być ustalenia z Maastricht, jak i Vyšehradu.

Zadałem uczniom pytanie, z kim mielibyśmy więcej wspólnych tematów do rozmowy: z Litwinem czy z Francuzem, z Czechem czy z Anglikiem, z Chorwatem czy z Irlandczykiem? Bez wahania większość wskazała partnerów z Europy Zachodniej, co tylko potwierdza, jak silny jest mit kultury zachodniej i jak wielka przepaść, mimo że znikły graniczne zasieki, dzieli nas od naszych sąsiadów, “bo podróżować jako Węgier – pisze Sandor Csoori – zwłaszcza po niektórych krajach sąsiednich, wciąż jeszcze nie jest przyjemnie. (…) Zwykle z takich sąsiednich podróży wraca człowiek z zadraśnięciami”. Z jakimi “zadraśnięciami” wraca Polak z Litwy, Ukrainy, z Czech czy Niemiec? Owe niezagojone rany bolą tym bardziej, że przez kilkadziesiąt lat próbowano o nich na siłę zapomnieć, często poprzez niszczenie cudzej przeszłości, tradycji danej mniejszości. Zmazanie grzechu niepamięci, szczególnie niepamięci o ofiarach holocaustu, jest podstawowym zadaniem współczesnej szkoły.

Europa Środkowa

Z lat studenckich pozostał w mojej pamięci wykład Czesława Miłosza, wygłoszony w Krakowie w 1989 roku, w którym autor Dalszych okolic mówił o “korzyściach własnego zacofania”. Kiedy rozpoczynałem pracę w regionie pogranicza polsko-litewskiego, na Sejneńszczyźnie, rozmyślałem o szansach powstania “szkoły środkowoeuropejskiej”, szkoły potwierdzającej tezę Miłosza, że “my od Zachodu jesteśmy mądrzejsi”.

Nasza szczególna perspektywa, doznanie historii zapobiegające odrealnieniu świata, literatura nasiąknięta sądami etycznie wartościującymi, nakaz wierności, pamięć o miejscach utraconych, “odczytywanie popiołów” – to wszystko sprzyja powstaniu nowoczesnej szkoły. Młodzi ludzie odkryliby sens pracy twórczej, zachowali podziw dla “bezgranicznego, niewyczerpanego świata form” oraz pielęgnowali pamięć, w myśl maksymy Stanisława Vincenza: “By stać się godnym tradycji, trzeba jej dać treść swoją”.

Zatem nie mit ścisłości, nie encyklopedyzm i tzw. wszystkoizm, ale osobiste przeżycie, spotkanie “innego”, dar uwagi i pragnienie prawdy. Jeżeli nawet idea “Europy Środkowej” jest tylko utopią, to owe poszukiwania mogą odbudować pewną hierarchię wartości. Znajdujemy ją w świecie kultury środkowoeuropejskiej, wyrosłej na doświadczeniu historii, zetknięciu się z totalitaryzmami współczesnej epoki. Wielu pisarzy środkowoeuropejskich (do nich należą m.in. C. Kiss, Cz. Miłosz, M. Kundera, G. Konrad i V. Gotovac) doszukuje się swoistych cech tej kultury.

Najważniejszą z nich zdaje się być zakorzenienie, tzn. przebywanie, nawet w wyobraźni, w małej ojczyźnie, czyli, jak chce Stanisław Vincenz, w miejscu, “gdzie człowiek jest szczególnie u siebie, a którym może być wioska, miasteczko, czy miasto, ale też większa kraina, np. kanton berneński lub Mazowsze”. W takiej krainie nie ma miejsca na nacjonalizm i totalitaryzm – największe choroby naszego stulecia.

Pamięć starowieku

Do odkrywania “Europy ojczyzn” – poszukiwania swojej małej ojczyzny – namówiłem uczniów Liceum Ogólnokształcącego w Sejnach. Klasa “dziedzictwa kulturowego Europy Środkowej i Wschodniej” pragnie wykorzystać ów kulturowy potencjał, realizując program wyznaczony przez trzy podstawowe formy działania: wyprawy szlakami kulturowymi, zajęcia szkolne i warsztaty twórcze. Do każdej podróży (a było ich już kilka, m.in. do Siedmiogrodu i na Litwę) gruntownie się przygotowujemy, poznając historię i kulturę danego regionu. Najważniejszy zaś jest kontakt z autentycznymi mieszkańcami tych regionów i z rówieśnikami. Dopiero wówczas dzielimy się tym, co najważniejsze w życiu i w tradycji; dopiero wtedy zawiązują się trwałe przyjaźnie.

Organizujemy stałe spotkania, w których uczestniczy m.in. młodzież z I Społecznego LO w Warszawie, młodzież z Węgier, Siedmiogrodu, Ukrainy czy Litwy. Rozwój osobowości ucznia przebiega równolegle na wielu płaszczyznach m.in.: “uczeń wobec samego siebie”, “wobec narodu i nacjonalizmu”, “wobec Europy i świata”, “wobec tradycji” i “wobec innych”.

Owo poszukiwanie tożsamości ma nam nieustannie przypominać, że ani nie jesteśmy samotni, ani cudowność nie przeminęła raz na zawsze, ponieważ człowiek jest istotą cudowną.

~ - autor: pilotwycieczek w dniu 14/06/2008.

Dodaj komentarz